poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział pierwszy

  Po siedmiu dniach mogłam w końcu wyjść ze szpitala,jednak czułam jakbym spędziła tam wieczność. Nadal nie docierało do mnie to,że moja mama nie żyje. Przed wyjściem lekarz zaproponował mi dobrego psychologa. Odmówiłam.
Zadzwoniłam po taksówkę i wróciłam do domu. Nikogo tam nie było,no tak a kogo mogłabym się spodziewać. Usiadłam na łóżku,spojrzałam na nasze wspólne zdjęcie z dzieciństwa i zaczęłam płakać,krzyczeć,kopać nogami po łóżku,a potem rzucać wszystkim co tylko znajdowało się w zasięgu moich rąk. 
-Nie! To nie jest prawda! Mamo! - płakałam.
Po dziesięciu minutach,gdy już trochę się uspokoiłam zaczęłam szukać jakichś tabletek, tak bardzo rozbolała mnie głowa. Nawet nie wiem kiedy po nich zasnęłam,bo gdy się obudziłam była już późna noc. Wstałam i poszłam się umyć,a potem zaparzyłam sobie herbaty. 
Napisałam sms'a do przyjaciółki " Hej Clara,przyjedź do mnie o 10. Susan" w końcu tylko ona mi pozostała.
Tej nocy już nie zasnęłam,chodziłam w kółko po domu,myślałam,płakałam- tak na zmianę.
Gdy zrobiło się dość jasno przebrałam się,a włosy związałam w luźnego koka. Nie zwracając uwagi na to,że moja twarz bez makijażu nie wyglądała zbyt dobrze wyszłam z domu i pośpiesznym krokiem poszłam na spotkanie.
-Hej kochanie,wiem już wszystko. Tak mi przykro- powiedziała. Widziałam ten żal w jej oczach,nic nie odpowiedziałam. Spuściłam głowę na dół i zaczęłam kopać nogą w kawałek chodnika. Przytuliła mnie,rozpłakałam się jak dziecko.
-Damy radę rozumiesz? Jestem przy Tobie - powtarzała.
Chciała wyciągnąć mnie na kawę,ale wtedy była to ostatnia rzecz, na którą miałam ochotę. Razem pojechałyśmy do domu Clary. Powiedziała rodzicom,że kilka dni spędzi u mnie,chce być przy mnie i nieco mi pomóc. Jej mama,pani Bethany przytaknęła bez słowa,a ojciec złożył mi kondolencję. Z trudem powstrzymałam się przed płaczem,dlatego też szybko się odwróciłam i wyszłam na klatkę,by tam poczekać na przyjaciółkę. Ta wyszła z torbą ubrań i zapytała czy chcę,aby jej tata nas podwiózł. Wolałam się przejść.
Przez dobre dwie godziny nie powiedziałam nic,ciągle płakałam. Widziałam po niej,że była bezsilna i próbowała zrobić wszystko,żebym tylko się uśmiechnęła. Gdybym jej nie miała nie wiem co by ze mną teraz było.
-Wiem,że to dla Ciebie wrażliwy temat,ale muszę spytać. Nie myślałaś,żeby skontaktować się ze swoim ojcem? Niedługo pogrzeb,może zdecydowałby się Ci jakoś pomóc- zapytała niepewnie. 
- Bałam się,że o to spytasz- głos mi się łamał. -Nie chcę mieć z tym człowiekiem nic wspólnego,a finansowo na pewno dam radę,sama wiesz,że z tym nie będę miała problemu. 
- Myślę jednak,że dobrze by było chociaż powiedzieć mu o tym co się stało,masz do niego numer?- podała mi moją komórkę.
"Abonent jest czasowo niedostępny, proszę zadzwonić później." Miałam nadzieję,że zmienił numer,ale po kilku minutach oddzwonił.
-Susi? Córciu, to Ty?- usłyszałam.
Niedobrze mi się zrobiło na myśl,że mam rozmawiać z tym człowiekiem. Nadal nie potrafię wybaczyć mu tego,że zostawił mnie i mamę,gdy miałam jedenaście lat i wyjechał z tą swoją kochanką,żeby wygodnie sobie żyć we Francji.
-To ja. Mama nie żyje,mógłbyś przyjechać na pogrzeb?- zapytałam od niechcenia. 
-O Jezu! Naprawdę? Co się stało?!- słyszałam ten niepokój w jego głosie.
Opowiedziałam mu wszystko i omówiliśmy kiedy możemy się zobaczyć. Postanowił,że będzie u mnie już za dwa dni. Nie pocieszyła mnie jakoś ta informacja. Poprosiłam Clarę,żeby jutro wróciła do domu.

2 komentarze: