Rozdział czwarty
-Kto to jest? Znasz ją?- zapytała. Zrobiło mi się gorąco,chciałam coś szybko wymyślić,ale jak na złość nic nie przychodziło mi do głowy. Jessica podeszła do nas i krzywo się uśmiechnęła,miałam nadzieję,że nie zauważyła tego,że próbowałam jej unikać.
-Hej-powiedziała niepewnie. Uśmiechnęłam się.
- Clara,to jest Jessica. Poznałyśmy się w internecie,dużo mi pomogła.
-Aaa-wymamrotała przyjaciółka.
-To ja...może już pójdę,miło było Cię poznać-powiedziała najwidoczniej zażenowana tą całą sytuacją. Widziałam po niej,że było jej dosyć głupio. Teraz mi było wstyd za to jak ją potraktowałam,chciałam ją zatrzymać,ale spojrzenie Clary odciągnęło mnie od tej myśli.
-Co to było?- zapytała przyjaciółka po tym jak Jessica odeszła.
-Aaa nie ważne,nie mówmy o tym. Idziemy na kawę?-zaproponowałam.
-Okej.
Byłam dumna,że udało mi się zmienić temat. Odkąd weszłyśmy do kawiarni zauważyłam,że Clara jest myślami zupełnie gdzie indziej.
-Co się dzieje?- po chwili spytałam, po czym odgarnęłam włosy z oczu.
-Widzisz go?
-Kogo?
-Tego kelnera,tam stoi- dyskretnie pokazała palcem- od dobrego tygodnia tu pracuje,ciągle na mnie spogląda i ma nieziemsko boski uśmiech.
Zaczęłam się śmiać z zauroczonej przyjaciółki,a ta była tak rozkojarzona,że nawet tego nie zauważyła.
Spędziłyśmy razem jeszcze dwie godziny,a potem ja wróciłam do domu. Następnego dnia obudził mnie telefon.
-Hej słoneczko,jak się czujesz?
Zdecydowanie był to głos mojego taty.
-Oo hej,no właśnie wstałam,więc pomijając to,że jestem strasznie niewyspana jest okej-zachichotałam-a co u Ciebie? Coś się stało,że dzwonisz?
-Nic poważnego,poprostu mam delikatne problemy z sercem,a ostatnie dni były dla mnie dość pracowite i ciężkie...
Najwidoczniej chciał coś jeszcze powiedzieć,ale mu przerwałam.
-Co? Tato co się dzieje?!
-Miałem zawał,jestem w szpitalu,ale lekarze mówią,że jest wszystko w porządku-uspokajał mnie.
Zrobiło mi się słabo,postanowiłam jak najszybciej się spakować i polecieć do Francjii,by móc się nim zaopiekować.
Jeszcze wieczorem zarezerwowałam bilety i z samego rana miałam wylecieć.
Zadzwoniłam do Clary i powiedziałam jej o moim planie.
Kolejnego dnia gotowa wyruszyłam do taty. Gdy już doleciałam, chciałam zadzwonić do niego,przecież nie znałam adresu.
-Kurde,co jest?-pomyślałam zdenerwowana.
O nie! Wszystko mi się przypomniało,zostawiłam telefon w domu.
-I co ja teraz zrobię,nigdy nie byłam w takiej sytuacji- byłam naprawdę bezradna.
Pozostało mi tylko przypomnieć sobie jego numer i zadzwonić od kogoś innego. Podeszłam do jakiegoś chłopaka,byłam tak przejęta całą tą sytuacją,że nie zauważyłam jego prześlicznych oczu i zniewalającego spojrzenia.
-Hhej,bo ja..zostawiłam telefon..-jąkałam się.
-O! To chyba Ciebie miałem zabrać,mój tata pracuje razem z Twoim i poprosił mnie abym Cię stąd odebrał,jeżeli chcesz możesz do niego zadzwonić ode mnie, by się upewnić.
Zarumieniłam się. Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy. Był on tak nieziemsko przystojny,że przez całą drogę nie byłam w stanie wykrztusić z siebie ani jednego słowa.
Chłopak co chwilę poprawiał swoje ciemne,gęste włosy co mnie ciągle rozpraszało.
-Zapomniałem Ci się przedstawić,mam na imię Francisco.
Uśmiechnęłam się i ujawniłam mu swoje imię. Mimo tego ile pięknych widoków otaczało auto, w którym się znajdowałam poprostu nie dało się na nowo poznanego chłopaka nie patrzeć. Powoli zaczynało denerwować mnie to,że jest tak przystojny. Postanowiłam przez resztę drogi myśleć o tacie.
Przepraszam,że tak późno wrzucam ten rozdział,ale nie miałam dostępu do laptopa,ale w końcu wzięłam się w garść i dokończyłam na telefonie. Pozdrawiam Klaudię:)