środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział czwarty

   -Kto to jest? Znasz ją?- zapytała. Zrobiło mi się gorąco,chciałam coś szybko wymyślić,ale jak na złość nic nie przychodziło mi do głowy. Jessica podeszła do nas i krzywo się uśmiechnęła,miałam nadzieję,że nie zauważyła tego,że próbowałam jej unikać. 
-Hej-powiedziała niepewnie. Uśmiechnęłam się.
- Clara,to jest Jessica. Poznałyśmy się w internecie,dużo mi pomogła.
-Aaa-wymamrotała przyjaciółka.
-To ja...może już pójdę,miło było Cię poznać-powiedziała najwidoczniej zażenowana tą całą sytuacją.  Widziałam po niej,że było jej dosyć głupio. Teraz mi było wstyd za to jak ją potraktowałam,chciałam ją zatrzymać,ale spojrzenie Clary odciągnęło mnie od tej myśli.
-Co to było?- zapytała przyjaciółka po tym jak Jessica odeszła.
-Aaa nie ważne,nie mówmy o tym. Idziemy na kawę?-zaproponowałam.
-Okej.
Byłam dumna,że udało mi się zmienić temat. Odkąd weszłyśmy do kawiarni zauważyłam,że Clara jest myślami zupełnie gdzie indziej.
-Co się dzieje?- po chwili spytałam, po czym odgarnęłam włosy z oczu.
-Widzisz go?
-Kogo?
-Tego kelnera,tam stoi- dyskretnie pokazała palcem- od dobrego tygodnia tu pracuje,ciągle na mnie spogląda i ma nieziemsko boski uśmiech.
Zaczęłam się śmiać z zauroczonej przyjaciółki,a ta była tak rozkojarzona,że nawet tego nie zauważyła.
Spędziłyśmy razem jeszcze dwie godziny,a potem ja wróciłam do domu. Następnego dnia obudził mnie telefon.
-Hej słoneczko,jak się czujesz?
Zdecydowanie był to głos mojego taty. 
-Oo hej,no właśnie wstałam,więc pomijając to,że jestem strasznie niewyspana jest okej-zachichotałam-a co u Ciebie? Coś się stało,że dzwonisz?
-Nic poważnego,poprostu mam delikatne problemy z sercem,a ostatnie dni były dla mnie dość pracowite i ciężkie...
Najwidoczniej chciał coś jeszcze powiedzieć,ale mu przerwałam.
-Co? Tato co się dzieje?!
-Miałem zawał,jestem w szpitalu,ale lekarze mówią,że jest wszystko w porządku-uspokajał mnie. 
Zrobiło mi się słabo,postanowiłam jak najszybciej się spakować i polecieć do Francjii,by móc się nim zaopiekować.
Jeszcze wieczorem zarezerwowałam bilety i z samego rana miałam wylecieć. 
Zadzwoniłam do Clary i powiedziałam jej o moim planie. 
  Kolejnego dnia gotowa wyruszyłam do taty. Gdy już doleciałam, chciałam zadzwonić do niego,przecież nie znałam adresu. 
-Kurde,co jest?-pomyślałam zdenerwowana. 
O nie! Wszystko mi się przypomniało,zostawiłam telefon w domu. 
-I co ja teraz zrobię,nigdy nie byłam w takiej sytuacji- byłam naprawdę bezradna. 
Pozostało mi tylko przypomnieć sobie jego numer i zadzwonić od kogoś innego. Podeszłam do jakiegoś chłopaka,byłam tak przejęta całą tą sytuacją,że nie zauważyłam jego prześlicznych oczu i zniewalającego spojrzenia. 
-Hhej,bo ja..zostawiłam telefon..-jąkałam się. 
-O! To chyba Ciebie miałem zabrać,mój tata pracuje razem z Twoim i poprosił mnie abym Cię stąd odebrał,jeżeli chcesz możesz do niego zadzwonić ode mnie, by się upewnić. 
Zarumieniłam się. Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy. Był on tak nieziemsko przystojny,że przez całą drogę nie byłam w stanie wykrztusić z siebie ani jednego słowa. 
Chłopak co chwilę poprawiał swoje ciemne,gęste włosy co mnie ciągle rozpraszało.
-Zapomniałem Ci się przedstawić,mam na imię Francisco. 
Uśmiechnęłam się i ujawniłam mu swoje imię. Mimo tego ile pięknych widoków otaczało auto, w którym się znajdowałam poprostu nie dało się na nowo poznanego chłopaka nie patrzeć. Powoli zaczynało denerwować mnie to,że jest tak przystojny. Postanowiłam przez resztę drogi myśleć o tacie. 


Przepraszam,że tak późno wrzucam ten rozdział,ale nie miałam dostępu do laptopa,ale w końcu wzięłam się w garść i dokończyłam na telefonie. Pozdrawiam Klaudię:)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział trzeci 

    Dzisiaj miałam spotkać się z Jessicą. Nie powiem,trochę się denerwowałam,nie znałam tej dziewczyny,a z narkotykami nie chciałam mieć nic wspólnego. Ubrałam czarne spodenki i krótką koszulkę,bo zapowiadał się niezły upał. Włosy związałam jak zwykle to robię i wyszłam. Prawie zapomniałabym komórki,ale szybko sobie przypomniałam i wróciłam się po nią. Gdy już doszłam na umówione miejsce wyciągnęłam z torebki telefon,by móc skontaktować się z dziewczyną. Nie odbierała.
-Co jest grane...-pomyślałam. Byłam trochę zaniepokojona,bo samo to miejsce nie wyglądało zbyt bajecznie.
Po kilku minutach usłyszałam,że ktoś krzyczy moje imię. Odwróciłam się i ujrzałam wychudzoną,czarnowłosą dziewczynę. Wyglądała identycznie jak na zdjęcia,była nieziemsko piękna. 
-Hej,to ja Jessica-podała mi rękę,miała gładkie dłonie,długie palce i nieco zachrypnięty głos.
-Cześć-powiedziałam nieśmiało.
Dziewczyna miała duże,brązowe oczy. Ledwo było widać ich kolor,ponieważ ogromne źrenice zajmowały większość oka.Po chwili zauważyłam,że delikatnie zaczyna się telepać,wtedy jeszcze bardziej się wystraszyłam. Już chciałam spytać czy wszystko ok,ale ona była szybsza.
-Chodź...-złapała mnie za rękę i zaciągnęła w jakiś kąt.
Wyciągnęła przezroczysty woreczek z czymś białym w środku. 
-Długo już to robisz?-zapytałam zaciekawiona,ale zaraz po tym ugryzłam się w język,nie wiedziałam czy to pytanie było na miejscu.
-Nie wiem,już dość dawno przestałam liczyć-odpowiedziała,po czym mocno pociągnęła nosem.Widziałam w jej oczach smutek. Smutek i bezbronność. Zrobiło mi się jej szkoda,miała tylko szesnaście lat. 
Nagle dziewczyna się zlękła, spytałam o co chodzi,ale usłyszałam tylko "nic takiego". Miała piękny uśmiech.
-Co będziemy robić? Chyba po coś chciałaś się spotkać- zapytałam.
-Głupio mi o to prosić,bo znamy się niedługo-mówiła-ale..potrzebuję pieniędzy. Nie wiem jak długo będę wstanie wytrzymać na głodzie.
Szybko pożałowałam tej znajomości,ale to tylko moja wina. W końcu to też ja byłam na tyle zdesperowana by wchodzić na jakieś grupy wsparcia. Patrząc na Jessicę nie miałam serca odmawiać.
-Ile?
-Tysiąc. Myślę,że tyle mi wystarczy-odpowiedziała całkiem pewna. Wtedy nie widziałam już tej niewinnej niczemu,skrzywdzonej przez życie dziewczynki. Jakby zupełnie ktoś inny.
Spojrzałam na nią,a ona chyba dostrzegła moje zdziwienie,bo szybko po tym spuściła głowę w dół. Wyciągnęłam portfel i niepewna swojej decyzji wręczyłam jej pieniądze. Od razu tego pożałowałam,ale gdy tylko zobaczyłam jej szczery uśmiech zapomniałam o moim błędzie.
-Mogę cię przytulić?-zapytała i nie czekając na odpowiedź objęła mnie z całych swoich sił.
Tuliłam ją bardzo delikatnie prawie jej nie dotykając,po prostu bałam się,że coś jej zrobię. 
-Chcesz coś zjeść?-zaproponowałam. 
Przytaknęła. Robiło się coraz później,więc uznałam,że czas wracać do domu.
-No..ja już chyba pójdę-chciałam się pożegnać z nadzieją,że nie będziemy musiały się już widywać. Nie miałam nic do niej,po prostu uznałam,że nie jest odpowiednim towarzystwem dla mnie.
-Cześć-nie starała się mnie nawet zatrzymywać,co mnie bardzo ucieszyło. 
Bałam się wracać do domu tą ulicą,więc zadzwoniłam po taksówkę. 
Kolejnego dnia obudził mnie telefon. Zaspana wzięłam go do rąk i spojrzałam na wyświetlacz. Clara. Z niedowierzenia przetarłam oczy i ponownie spojrzałam kto to dzwoni. Nadal ona,odebrałam.
-Halo? Susan,co tam u ciebie? Jak się czujesz? Może gdzieś wyjdziemy? Co ty na to?- na dzień dobry zasypała mnie mnóstwem pytań. Nie powiem,byłam zdziwiona,wręcz zszokowana.
-Możemy się spotkać w naszej ulubionej kawiarni-wymamrotałam. 
-Okej,to co? O 13?
-Tak-odpowiedziałam zupełnie nieświadoma tego co mówię. 
Spojrzałam na zegarek i uznałam,że mogę jeszcze pospać. Godzinę później,gdy już ostatecznie wstałam poszłam do łazienki zrobić coś z włosami i swoją twarzą. Wyszłam na spotkanie,ale tego co później się stało zupełnie się nie spodziewałam.
Weszłam do kawiarni,w pierwszym stoliku siedziała Clara. Wstała, by mnie uściskać,stęskniłam się za nią.
-Coś się stało? Tyle nie rozmawiałyśmy-zapytałam ciekawa jej odpowiedzi.
-Musiałam sobie wszystko przemyśleć,wtedy ta sytuacja...nie będę ukrywać przerosła mnie,przepraszam-odpowiedziała,mówiła szczerze,widziałam to.
Wypiłyśmy pyszną kawę i wyszłyśmy. Wchodząc do galerii usłyszałam za plecami jakąś rozmowę,ten głos był znajomy. To była Jessica. Poczułam na plecach nieprzyjemne dreszcze. Odwróciłam głowę by móc upewnić się w swoich przekonaniach. Na nieszczęście,gdy to zrobiłam ta skierowała swoje spojrzenie właśnie na mnie.
-Susan- krzyknęła.
Zrobiło mi się wstyd przed przyjaciółką. Chciałam iść dalej,ale nieznajoma wzbudziła głębokie zainteresowanie Clary.


Chciałabym pozdrowić Olę,Dominikę i Martę. Dziękuję wszystkim czytelnikom i obserwatorom,te wszystkie komentarze bardzo motywują,naprawdę!:)

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział drugi

  Odkąd mama nie żyje nie mogłam w ogóle spać,budziłam się w środku nocy ze strasznym bólem w klatce piersiowej. Tak bardzo mi jej brakuje,ale wiem,że nie chciałaby,żebym ciągle była smutna i płakała z jej powodu. Przecież kiedyś powiedziała,że nawet jak odejdzie to i tak będzie przy mnie duchem i bez względu na wszystko mam żyć jakby nic się nie stało. Ale Mamo..tak się nie da. Nie miałam dzisiaj na nic ochoty,więc założyłam jakąś szarą,porozciąganą koszulkę,położyłam się pod kocem i miałam zamiar cały dzień spędzić na oglądaniu telewizji. Całkowicie zapomniałam,że miał mnie ktoś odwiedzić. Po godzinie usłyszałam pukanie do drzwi,byłam przekonana,że to Clara. Niestety nie ujrzałam w drzwiach mojej przyjaciółki,a ojca.
-Hej słoneczko-powiedział,po czym tak po prostu wszedł do środka.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na niego.
-Masz zamiar tutaj spać?- spytałam z lekką pogardą.
-Kochanie..-złapał mnie za ramię- to co było kiedyś teraz jest nie ważne,z tego co pamiętam to zawsze byłem i ciągle jestem Twoim ojcem i chcę Cię wspierać w tych trudnych dla nas obojga chwilach.
-Proszę... nie nazywaj się moim ojcem.Chcesz mnie wspierać? Powiedz mi gdzie byłeś jak przechodziłam przez okres buntu,gdzie byłeś jak mama nie dawała sobie ze mną rady.Gdzie byłeś,gdy potrzebowałam taty!- z każdym zdaniem mój ton mówienia był coraz silniejszy. Zapewne,gdybym nie zaczęła krztusić się łzami dalej bym kontynuowała ten bezsensowny monolog. Nie wiem dlaczego wtedy chciało mi się płakać. Nie wiem czy było to spowodowane tęsknotą za mamą,czy żalem do ojca.
Przytulił mnie,nie chciałam go odpychać. Mimo tego jak bardzo go nienawidziłam...brakowało mi tej ojcowskiej "miłości". W tamtej chwili było mi go szkoda,ale przecież należało mu się.
Po chwili zobaczyłam,że zbliża się do wyjścia,więc poprosiłam,żeby został. Każdemu należy się druga szansa.
- Tato-ledwo przeszło mi to słowo przez usta- przepraszam. Nie powinnam tak zareagować,każdy popełnia błędy, a Mama nie chciałaby,żebym Cię nienawidziła. Ona do końca Cię tak kochała,naprawdę.
- Wiesz Susan,to nie do końca tak,że wyjechałem do Francji,żeby ułożył sobie lepsze życie. Tutaj nie było mi źle,ale Twoja mama dużo pracowała,ja poznałem wtedy Annę. To,że z nią wyjeżdżam było kłamstwem. Ona mnie ciągle okłamywała,gdy już się o tym przekonałem rozstaliśmy się. Było mi głupio do Was wrócić z podkulonym ogonem,więc postanowiłem,że wyjadę. Do dziś żyję sam w niewielkim domku w Paryżu. Pracuję jako architekt i z pieniędzmi także nie mam problemu,więc jeżeli tylko będziesz chciała możesz wyjechać tam zemną.
Oczywiście się nie zgodziłam,nie mogłabym wyjechać bez Clary,tyle jej zawdzięczałam.
Minął tydzień,było już po pogrzebie,a ja? A ja powoli zaczynałam wracać do codzienności. Tego dnia pojechałam odwiedźć Tatę na lotnisko,bo miał wracać do Francji. Obiecał,że będzie do mnie częściej dzwonić i jak skończy jakiś tam projekt znowu mnie odwiedzi. Planowałam też polecieć do niego na jakiś miesiąc,dwa.
Gdy wyjechał znowu poczułam pustkę. Zastępował mi w pewnym sensie Mamę,a Clara nie miała już siły mnie pocieszać,była wykończona. Widziałam to po niej,ale ona nie chciała tego przyznać. Uznałam,że przestanę ją zadręczać moimi problemami. Musiałam się czymś zająć,by bez przerwy nie myśleć o ostatnich wydarzeniach.
Miesiąc później postanowiłam w końcu wyjść z domu,Clara od tamtego czasu odwiedziła mnie może z dwa razy,chyba nie byłam już jej potrzebna. Na szczęście nie przywiązuję się jakoś specjalnie do ludzi,więc dałam już jej ostatecznie spokój. A te moje wychodzenia na miasto nie miały najmniejszego sensu,bo co fajnego może być samotnych wypadach. Od dawna też się nie uśmiechałam,zapomniałam nawet jak to jest być w pełni szczęśliwym. Weszłam na jakąś grupę wsparcia na internecie,gdzie poznałam młodszą o trzy lata Jessicę. Jessica była naprawdę śliczna,miała typowo hiszpańską urodę,którą uwielbiałam. Mieszkała tylko z ojcem,który był alkoholikiem po wielu odwykach. Gdy miała trzynaście lat straciła mamę,wtedy popadła w depresję,z której wyratowały ją narkotyki. Ja wychodziłam z założenia,że wszystko jest dla ludzi. Pewnego dnia zdecydowałam się spotkać z dziewczyną poznaną w internecie,wtedy wszystko się zaczęło...


Rozdział pierwszy

  Po siedmiu dniach mogłam w końcu wyjść ze szpitala,jednak czułam jakbym spędziła tam wieczność. Nadal nie docierało do mnie to,że moja mama nie żyje. Przed wyjściem lekarz zaproponował mi dobrego psychologa. Odmówiłam.
Zadzwoniłam po taksówkę i wróciłam do domu. Nikogo tam nie było,no tak a kogo mogłabym się spodziewać. Usiadłam na łóżku,spojrzałam na nasze wspólne zdjęcie z dzieciństwa i zaczęłam płakać,krzyczeć,kopać nogami po łóżku,a potem rzucać wszystkim co tylko znajdowało się w zasięgu moich rąk. 
-Nie! To nie jest prawda! Mamo! - płakałam.
Po dziesięciu minutach,gdy już trochę się uspokoiłam zaczęłam szukać jakichś tabletek, tak bardzo rozbolała mnie głowa. Nawet nie wiem kiedy po nich zasnęłam,bo gdy się obudziłam była już późna noc. Wstałam i poszłam się umyć,a potem zaparzyłam sobie herbaty. 
Napisałam sms'a do przyjaciółki " Hej Clara,przyjedź do mnie o 10. Susan" w końcu tylko ona mi pozostała.
Tej nocy już nie zasnęłam,chodziłam w kółko po domu,myślałam,płakałam- tak na zmianę.
Gdy zrobiło się dość jasno przebrałam się,a włosy związałam w luźnego koka. Nie zwracając uwagi na to,że moja twarz bez makijażu nie wyglądała zbyt dobrze wyszłam z domu i pośpiesznym krokiem poszłam na spotkanie.
-Hej kochanie,wiem już wszystko. Tak mi przykro- powiedziała. Widziałam ten żal w jej oczach,nic nie odpowiedziałam. Spuściłam głowę na dół i zaczęłam kopać nogą w kawałek chodnika. Przytuliła mnie,rozpłakałam się jak dziecko.
-Damy radę rozumiesz? Jestem przy Tobie - powtarzała.
Chciała wyciągnąć mnie na kawę,ale wtedy była to ostatnia rzecz, na którą miałam ochotę. Razem pojechałyśmy do domu Clary. Powiedziała rodzicom,że kilka dni spędzi u mnie,chce być przy mnie i nieco mi pomóc. Jej mama,pani Bethany przytaknęła bez słowa,a ojciec złożył mi kondolencję. Z trudem powstrzymałam się przed płaczem,dlatego też szybko się odwróciłam i wyszłam na klatkę,by tam poczekać na przyjaciółkę. Ta wyszła z torbą ubrań i zapytała czy chcę,aby jej tata nas podwiózł. Wolałam się przejść.
Przez dobre dwie godziny nie powiedziałam nic,ciągle płakałam. Widziałam po niej,że była bezsilna i próbowała zrobić wszystko,żebym tylko się uśmiechnęła. Gdybym jej nie miała nie wiem co by ze mną teraz było.
-Wiem,że to dla Ciebie wrażliwy temat,ale muszę spytać. Nie myślałaś,żeby skontaktować się ze swoim ojcem? Niedługo pogrzeb,może zdecydowałby się Ci jakoś pomóc- zapytała niepewnie. 
- Bałam się,że o to spytasz- głos mi się łamał. -Nie chcę mieć z tym człowiekiem nic wspólnego,a finansowo na pewno dam radę,sama wiesz,że z tym nie będę miała problemu. 
- Myślę jednak,że dobrze by było chociaż powiedzieć mu o tym co się stało,masz do niego numer?- podała mi moją komórkę.
"Abonent jest czasowo niedostępny, proszę zadzwonić później." Miałam nadzieję,że zmienił numer,ale po kilku minutach oddzwonił.
-Susi? Córciu, to Ty?- usłyszałam.
Niedobrze mi się zrobiło na myśl,że mam rozmawiać z tym człowiekiem. Nadal nie potrafię wybaczyć mu tego,że zostawił mnie i mamę,gdy miałam jedenaście lat i wyjechał z tą swoją kochanką,żeby wygodnie sobie żyć we Francji.
-To ja. Mama nie żyje,mógłbyś przyjechać na pogrzeb?- zapytałam od niechcenia. 
-O Jezu! Naprawdę? Co się stało?!- słyszałam ten niepokój w jego głosie.
Opowiedziałam mu wszystko i omówiliśmy kiedy możemy się zobaczyć. Postanowił,że będzie u mnie już za dwa dni. Nie pocieszyła mnie jakoś ta informacja. Poprosiłam Clarę,żeby jutro wróciła do domu.
Prolog


Obudziłam się w szpitalu. Zupełnie nie wiedziałam co się ze mną stało.Szybko zauważyłam,że moja prawa noga jest pozszywana,a cała ja poobijana. Wstałam z mniej wygodnego łóżka i wyszłam z sali,by poszukać kogoś kto powie mi co tutaj robię. Korytarz był zupełnie pusty. Okna tam wyglądały na stare i zniszczone, a ten "szpital" sam w sobie go nie przypominał. Po chwili podbiegła  do mnie starsza pielęgniarka,złapała za moje chude,obolałe ręce i zaprowadziła do chyba największego pomieszczenia. Ujrzałam tam mężczyznę ubranego w biały fartuch. Był to lekarz,bynajmniej na niego wyglądał. Miał nie przyjemny głos, opowiedział mi co się  stało i gdzie jestem. Gdy skończył mówić,zamknęłam oczy,by móc bezpiecznie przełknąć ślinę i odsunąć się kilka kroków do tyłu nie robiąc przy tym nikomu krzywdy. Jechałam z mamą na wakacje,gdy nasz samochód zderzył się z innym dość ogromnym autem. Mieliśmy wypadek.
-Gdzie...gdzie ona jest? - w tej chwili moje oczy zapełniły łzy.
-  Twoja mama zmarła na miejscu - usłyszałam.
Czy dziewiętnastoletnia Susan poradzi sobie ze stratą matki? Czy będzie chciała odnaleźć  ojca, z  którym kontakt straciła osiem lat temu? Czy dotychczasz zawsze uśmiechnięta z bogatszej rodziny dziewczyna wpadnie w złe towarzystwo i pozna czym jest ciężkie życie?